Dając prezent oczekujemy wdzięczności, robiąc gest pomocy oczekujemy wzajemności. Ciągle coś za coś, handel - czyli, zawsze jakaś wymiana.
A najważniejszy deal ma mieć miejsce po stwierdzeniu: "Kocham cię", bo ma się wtedy koniecznie pojawić "Ja ciebie też".
Gdzie tu miejsce na wolność dla kogokolwiek?
Zupełnie nie mam pojęcia, czy takie dylematy towarzyszyły przemyśleniom Ericha Fromma, kiedy w swoim ortodoksyjnym religijnie wychowaniu
doświadczył sprzeczności z osobistą wolnością człowieka. W latach 50-tych poprzedniego stulecia, czyli można powiedzieć, że dawno, dawno temu
zauważał zasadniczy wpływ zjawisk społecznych na to jak ludzie rozumieją pojęcie "miłość".
Nic nie wskazuje na to, że jest łatwiej i można pokusić się o stwierdzenie, że uczuciowe życie ludzkości jest obecnie w fazie ekranizacji.
Wiedza na temat miłości czerpana jest z ekranu, najczęściej w krótkiej formie opatrzonej podkładem muzycznym.
„Kochać oznacza powierzyć się komuś bez żadnych zastrzeżeń" napisał Erich Fromm w "The art of loving".
Według niego miłość to akt woli, dawanie siebie bez gwarancji wzajemności.
Ustawienie życia w tryb bez oczekiwania wzajemności za jakiekolwiek nasze działanie wyrzuca tony balastu.
Nie tylko z własnej głowy, także z każdej pojedynczej, zwykłej, codziennej interakcji.
I wtedy dawanie bez oczekiwania wzajemności staje się po prostu szczere.
Bartosz Zamirowski
A tutaj wersja do słuchania i oglądania: