Winston Churchill był postacią tak barwną, że co rusz przypisywane mu są różne powiedzenia, pewnie po to, by nadać im większy rezonans.
A jako, że brytyjski premier kształtem ciała przypominał wiolonczelę akustyczne oczekiwania wpływu jego postaci są całkiem na miejscu.
Ale, ale, zostawiając analogie muzyczne, trzeba jeden mit obalić. Bo…
Niestety słowa "To zbyt dobry kryzys, żeby go zmarnować" („Never let a good crisis go to waste”) nigdy nie padły z jego ust.
A namolnie jest to Winstonowi przypisywane.
Możemy jednak wykorzystać ten zwrot jako wytrych, kiedy coś się poknoci, a na pewno się poknoci.
Proponuję taką procedurę:
1. Trafia cię jaki kryzys - akceptujesz, bo co zrobisz, jak nic nie zrobisz?
2. Mówisz sobie (i ewentualnie innym będącym z tobą w tym zamieszaniu) na głos: "To zbyt dobry kryzys, żeby go zmarnować".
3. Szukasz perspektywy, nadania skali zastanawiając się jak mógłby wyglądać ten kryzys gdyby był większy (bo może ten obecny jednak nie taki straszny)?
4. Zadajesz sobie kluczowe pytanie "Co mogę (możemy) zrobić w tej sytuacji?"
5. Działasz.
6. A potem zastanawiasz się jaka lekcja płynie z tej sytuacji na przyszłość i jak to niefortunne zdarzenie wykorzystać.|
6.5. Szykujesz się na kolejny kryzys, bo coś się zapewne wydarzy.
Życie rozgrywa się w naszej głowie, tam też leżą pola bitewne wojen, które toczymy.
Może nie w tak tragicznej skali jak te, z którymi radził sobie Sir Winston.
Niemniej kryzysy pojawią na pewno.
Trzeba zatem trenować, nie marnując żadnej szansy na okazję do ćwiczeń.
Bartosz Zamirowski
PS
Jest godzina 6.56 i właśnie zdarzył mi się autentyczny klops w podróży służbowej. Nie strasznie wielki, ale wystarczający by pokrzyżować plany i wkurzyć się na okoliczności.
Pomyślałem, że jest to zbyt dobry kryzys żeby go zmarnować, stąd ten tekst słowa na poniedziałek, napisany właśnie teraz. Serio.
Wyobrażam sobie Churchill"a, który patrząc teraz na mnie wyciąga cygaro i mówi niskim głosem: "alright, alright, alright"…
I mruga okiem.
A tutaj wersja do oglądania i słuchania: