Od samego początku wymyślania rzeczy udaje się naszej cywilizacji poprawiać rekordy wykonywania czynności w czasie. Kamienne narzędzia poprawiały wydajność obróbki, metalowe jeszcze podkręciły parametry. Liczydła zostały zastąpione przez komputery, tarki zamieniły się w pralki, a zmywarki nieźle popylają z brudnymi naczyniami. Nie trzeba już chodzić tak często do banku, a wydawanie pieniędzy na zakupy przez telefon jest możliwe nawet w toalecie.
Pytanie fundamentalne: na co zużywamy zaoszczędzony czas?
Nie, nie trwonimy go zupełnie bezrozumnie - ten wniosek byłby zbyt oczywisty, nudny. Podniosła się poprzeczka - standardy jakościowe są większe, a mechanizm taki: technologia obniża ciężar pracy, np. fizycznej, a powstałą lukę czasu wypełniamy równaniem do oczekiwań i narzucanych kulturowo powinności. Klepisko wymagało mniej uwagi niż kombinacja podłogi drewnianej, dywanów i kafli. Pranie 1,45 koszuli na głowę w rodzinie, to nie ta sama zabawa co selekcja kolorów, odzieży sportowej, bawełnianej. Dzieci, które kiedyś wychowywało się na podwórku, dziś potrzebują zainteresowań robiących wrażenie na rodzinnym spotkaniu.
Nie obwiniaj się zatem, po prostu takie mamy czasy, że potrafimy szybciej ogarniać sprawy nie zyskując za bardzo luzu przy tym. I kończymy mimo wszystko jakby trochę wścieklejsi na siebie. Nie masz tak, że jakby brakuje doby czasami? Ja tak mam i właśnie tradycyjnie piszę to Słowo na Poniedziałek #100 w niedzielę, zamiast sobie to elegancko wcisnąć gdzieś w tygodniu.
Co robić praktycznie, żeby jakoś tę spiralę odzyskiwania czasu - by go ostatecznie stracić - okiełznać?
1. Po zaoszczędzeniu czasu (skracasz dojazd do pracy, bo więcej dnia masz w home office, nie musisz odwozić dziecka do szkoły w wakacje itd.) od razu, konkretnie decyduj na co pójdzie dodatkowe 15, 30, 50 minut.
Inaczej ten zysk zostanie szybko zjedzony. Zapisz sobie, przyklej karteczkę post-it: drzemka, książka, spacer - cokolwiek, ale konkretnie.
2. Standardy rosną szybciej niż technologia. Mamy AI w firmie? Super, bo kiedyś taki raport robiliśmy 30 minut, to teraz w pół godziny róbmy dwa! Świadomie obniżajmy poprzeczkę. W firmie: robimy coś szybciej, to inną rzecz zróbmy staranniej nie dokładając do pieca kolejnego kawałka drewna, żeby nam maszyna bardziej zasuwała. W domu: zgódźmy się by robić jedno danie na więcej dni, a np. Święta skromniejsze - nie żeby oszczędzić pieniądze tylko czas na relaks.
Warto systematycznie testować się jednym pytaniem:
"Jak zyski czasu po ostatniej zmianie (np. nowa aplikacja, urządzenie, organizacja, pomysł na życie) przekształciły się na więcej minut tylko dla mnie?"
Jak wpadniesz we wściekłość, po kolejnej odpowiedzi: "nic się nie zmieniło", po prostu szybciej wdrażaj udoskonalenia.
Oj to taki żart, nie denerwuj się.
Gwarantuję, że świadome zajęcie się tematem da efekty.
Bartosz Zamirowski
A tutaj wersja do słuchania i oglądania:
