Kiedy prokonsul Juliusz Cezar stanął nad brzegiem rzeki w 49 p.n.e. zdawał sobie sprawę, że przekroczenie płytkiego brodu nie jest skomplikowane logistycznie, ale uruchomi nieodwracalną sekwencję zdarzeń w republice.
Czasami w poniedziałek rano stajemy przed swoim Rubikonem: żeby np. wreszcie odwiedzać siłownię, albo odbyć tę trudną rozmowę z kimś w pracy.
To postanowienie może się nie udać. Wtedy wewnętrzny krytyk będzie nas beształ: "brakło ci motywacji, dyscypliny i charakteru. Wymiękasz!".
Całe tabuny coachów i kałczów czekają w gotowości, by sprzedać ci kurs lub książkę, która ma zmienić twoje życie. Każdy tytuł chwytliwy, podbity obietnicą, że "łatwo", że w "trzech prostych krokach" . Mumbo, jumbo.
Problem leży w innym miejscu.
W niedzielę kiedy szykowałeś się z jakimś postanowieniem byłeś mądry, gotowy, często wypoczęty i zdeterminowany - wtedy powstała intencja działania.
W poniedziałek o 5:40 jesteś kimś innym i to ta inna osoba wtedy decyduje, czy działać, czy odpuścić.
Intencja, to co innego niż decyzja, która najczęściej jest do podjęcia w trudniejszych warunkach.
Z racji tego, że nie raz zdarzyło mi się odpuszczać różne rzeczy postanowiłem wgryźć się w temat z zasady odpuszczając drogę magii pełną haseł "jesteś zwycięzcą", "dasz radę", "bądź twardy" na sztandarach. Tylko "good science", tylko to co rzetelnie jest udowodnione.
Gollwitzer i Brandstätter w roku 1997, poprosili studentów o napisanie raportu, o tym jak spędzili Wigilię, w terminie 48 godzin. Jedni dostali tylko polecenie, drudzy mieli dodatkowo określić, kiedy i gdzie usiądą by wykonać zadanie. Pierwsza grupa oddała: 32% prac, druga: 71%.
Jedna dodatkowa linijka w kartce zmieniła wynik ponad dwukrotnie, bez żadnej pracy nad motywacją. Nie jest to pojedynczy rezultat, bo w 2006 roku Gollwitzer i Sheeran zebrali 94 niezależne testy tej techniki, łącznie ponad 8000 osób.
Na ich podstawie powstała bardzo prosta i bardzo skuteczna metoda, w której decydujesz raz, wcześniej. Potem sytuacja już tylko uruchamia działanie.
Ten schemat nazywa się "if-then", czyli "kiedy-wtedy".
Przejdźmy od razu do przykładów, swoje konkretne sformułowania koniecznie trzeba wcześniej opracować i najlepiej zapisać:
Kiedy dostanę maila, który mnie wkurzy, wtedy przenoszę go do folderu "jutro" i nie odpowiadam tego dnia.
Kiedy pracownik przyjdzie do mnie z problemem, wtedy zapytam: "Co już sprawdziłeś?", a nie "Zaraz to załatwię".
Kiedy usiądę przy biurku rano, wtedy zajmuję się najtrudniejszym zadaniem, zanim otworzę pocztę.
Kiedy zauważę, że od pięciu minut scrolluję TikTok, wtedy odkładam telefon i wracam do dokumentu, który był otwarty wcześniej.
Kiedy opuszczę jeden trening, wtedy nie przenoszę startu na przyszły poniedziałek, tylko idę w najbliższym zaplanowanym terminie.
Kiedy chcę mi się coś słodkiego, wtedy od razu jem jabłko zamiast batonika.
Ta sama technika chroni przed wymięknięciem tam, gdzie warto wytrwać oraz przed uporem tam, gdzie nie warto. Różnica leży w tym, co wpiszesz jako warunek.
Kiedy trzeci miesiąc z rzędu zamknę poniżej kwoty X, wtedy zamykam ten kierunek biznesu i nie przedłużam o kwartał.
Kiedy drugi raz przesunę termin tego projektu, wtedy przenoszę go do backlogu, a nie planuję trzeciej daty.
Spróbuj, zapamiętać tylko dwa słowa z tego poniedziałku: "kiedy - wtedy"
Bartosz Zamirowski
PS
Nie wytrzymam, jeśli nie sprostuję obiegowej legendy. Cezar prawdopodobnie nie powiedział "alea iacta est". Plutarch, nasze najwcześniejsze źródło, twierdzi, że Cezar zawołał to po grecku, cytatem z komedii Menandra: nie "kość została rzucona", tylko "niech kość padnie". Czyli w rzeczywistości powiedział: "gramy!".
Traktuj swoje postanowienia jak grę: raz wygrasz, raz przegrasz.
Graj.
A tutaj wersja do słuchania i oglądania:
