Co chwila nowa bomba spada ci na głowę:
Jeden z drugą straszą, że AI ci zabierze pracę, dom, a potem pewnie zje dzieci.
Jazda pociągiem niebezpieczna, w samolocie już na pewno zginiesz (jakbyś przeżył_a w tym pociągu).
Jedzenie Cię zatruje, wirus zdemoluje, mikroplastik w ciele w końcu się zlepi w jakąś mega kulę i będzie wojna światowa.
Twoja przyszłość, oprócz niepewności, jest zatem ekstremalnie czarna jak dziura - jedyne, co ci pozostaje, to wybrać jej lokalizację: kosmiczną lub bliższą - z tyłu ciała.
Negatywność to woda na młyn wszystkich mediów, bo to się klika, przykuwa do ekranów, generując i strach, i lęk.
Te dwa ostatnie słowa uznajemy za synonimy, a tak nie jest. Warto wyjaśnić, że strach to reakcja na niebezpieczeństwo bezpośrednie, a lęk to antycypacja przyszłego zagrożenia.
Strach się kończy, jak mija zła sytuacja, a lęk się ciągnie.
Paliwem lęku jest niepewność. Wszechobecny dostęp do informacji przypomina rurociąg z benzyną wlewaną hektolitrami w sam środek pożaru.
Z rzekomymi tarantulami w szafie, które mają na ciebie wyskoczyć i ukąsić, musisz poradzić sobie sam_a. Samodzielność to wbrew pozorom może być najlepszy wybór.
Na początek - zapytaj siebie: czy zagrożenie jest tu i teraz, czy “może kiedyś”?.
Tu i teraz? To strach.
Co robić?
Zajmij się zagrożeniem, idź w jego stronę, nie uciekaj: rozmowa, telefon, jakaś decyzja, czyli akcja. Chyba że jedzie na ciebie tir, wtedy uciekaj. W pozostałych przypadkach unikanie jest błędem. Działanie rozbija strach.
Może kiedyś? To lęk.
Najlepiej zapisz na kartce, żeby to zobaczyć: czego konkretnie się boisz i czego nie wiesz. Potem szukaj faktów, nie opinii związanych z tematem.
Nie zamulaj się słowami "tylko spokojnie"!, bo trudno się tak ogarnąć na rozkaz. W walce z lękami pomoże tylko twoje, oparte na rzeczywistości, niezakażone żadnym wpływem, uzasadnione zdanie.
Wybierz fotel kierowcy, prowadź, nie siedź z tyłu, dając lekko rzuconym przez innych słowom kręcić tobą w prawo i w lewo.
O chorobę lokomocyjną wtedy nietrudno. A po co ci podróż przez życie z torbą chorobową na kolanach?
Bartosz Zamirowski
A tutaj wersja do słuchania i czytania:
