Robimy symulację, jako że deszcze tudzież czasy niespokojne - wojskową.
Wyobraź sobie, że zostajesz dowódcą nuklearnej łodzi podwodnej o nazwie USS Santa Fe.
To śmiercionośne urządzenie ma 110 m długości, wyporność ok. 6 900 ton, możliwość swobodnego zanurzenia do 300 m, reaktor jądrowy, 4 wyrzutnie torpedowe, pociski manewrujące Tomahawk.
I 135 osób na pokładzie, łącznie z tobą.
Informacje, które otrzymujesz na starcie symulacji są takie:
USS Santa Fe wraz z załogą ma najniższe oceny - jest na dole wszystkich poważnych rankingów w testach bojowych, sama załoga ma najniższe morale.
Co robisz? Zastanów się spokojnie.
Jako podpowiedź mogę zaproponować kilka opcji:
- Bierzesz wszystkich na dzień dobry za…twarz, żeby zaczęli w końcu chodzić jak w zegarku?
- Robisz wybajerowaną prezentację w power point, z fajnymi hasłami motywacyjnymi (no wiesz: "jesteśmy zwycięzcami", ''nigdy się nie poddamy" itd.),
- Organizujesz serię pogadanek i terapii w podgrupach - no wiesz: trochę z tymi w torpedowni pogadasz, trochę z kucharzami, trochę z tymi od utrzymania zieleni (o sorry, takich to nie ma na łodzi podwodnej),
- Przeciągasz największą łajzę dla przykładu pod kilem (o sorry, okręty i czasy mi się tutaj pomyliły).
W roku 1999 to nie była symulacja tylko fakt. Dowódcą USS Santa Fe zostaje David Marquet i wywraca model liderowania do góry nogami.
W klasycznych organizacjach działa układ leader-follower (przywódca-podwładny).
- - jeden lider myśli, reszta wykonuje,
- - im sprawniejszy lider, tym mniej inni myślą,
- - organizacja jest tak dobra, jak jeden człowiek na szczycie - i tak krucha jak on.
Marquett wprowadził model leader-leader (przywódca-przywódca).
- - każdy prowadzi na swoim poziomie - nie czeka na rozkaz,
- - władza idzie tam, gdzie jest informacja,
- - lider nie daje odpowiedzi, zadaje pytania i buduje zdolność do decyzji u innych.
W modelu leader-leader zmienia się język podwładnego, który staje się przywódcą. Z "Czy mogę...?" (prośba o pozwolenie) na: "Zamierzam..." - deklaracja z otwarciem na korektę.
Na niektórych warsztatach z praktycznego liderowania robię symulacje gdzie szef/szefowa może prowadzić rozmowę wyłącznie zadając pytania. Niektóre osoby przeżywają wtedy prawdziwe katusze, bo nie mogą funkcjonować w swoim zwykłym trybie rozkazów-nakazów-i-zakazów.
I więcej nie będę już o tym modelu opowiadał, bo może zechcesz przeczytać książkę kapitana David'a Marquet'a "Turn the Ship Around!" (w polskim wydaniu tytuł brzmi "Zmień kurs"). Polecam audiobook dostępny w Audible, bo czyta go sam autor.
Jak poszła twoja symulacja?
Wysuń swój liderski peryskop w górę, nad mętne wody klasycznych modeli i przyzwyczajeń.
Rozglądnij się trochę, może czas opuścić morze pełne śniętych ryb?
Bartosz Zamirowski
A tutaj wersja do słuchania i ogladnia:
